Nowina, którą głosimy


I rzekł im: Idąc na cały świat, głoście ewangelię wszystkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony.

Ew. Marka 16.15-16

 

Bóg jest święty.

Krzyż przekonuje nas, że nasz niebiański Ojciec jest nieskończenie święty.

Zagrajmy w skojarzenia. Co przychodzi ci na myśl gdy myślisz o słowie świętość? Dla niektórych kojarzy się ono z zapachami i dzwonami: kadzidło, liturgia, okna witrażowe, kamienne katedry o wysokich sklepieniach. Dla innych oznacza ono bycie poważnym, robienie uroczystych min, bycie zawsze dobrym i unikanie wszelkiej zabawy.

To nie jest biblijna świętość. Philip Ryken pisze: „Świętość oznacza oddzielenie”. To co święte jest odłączone. W przypadku Boga świętość oznacza, że jest on odłączony od wszystkiego co stworzył. Świętość to nie po prostu jego prawość (chociaż jest ona jej częścią), ale również odmienność. Jest to różnica pomiędzy Stwórcą a stworzeniem, nieskończona odległość pomiędzy Bożą boskością a naszą ludzkością”.

Można to powiedzieć w inny sposób: Im bardziej ktoś lub coś jest święte, tym bardziej oddziela się od tego, co jest powszechne lub zwykłe. Przeciwieństwem świętości nie jest grzeszność. To powszechność, albo używając łacińskiego słowa, profanum. Kiedy Bóg mówi, że jest święty, mówi on, że jest on inny od nas. Mówi, że stale i aktywnie oddziela się od grzechu, nikczemności, zła i moralnego zepsucia – czyli od wszystkiego co jest powszechne na tym świecie.

Moja żona jest uczulona na zapach niektórych kwiatów. Sprawiają, że jej oczy robią się czerwone i bolą. Kiedy to się dzieje, oddzielamy ją od kwiatów. Kładziemy kwiaty w ganku za domem. Podobnie jest ze świętością. To tak jakby Bóg miał alergię na zło pod każdą postacią, i dlatego musi on natychmiast odsunąć się od niego.

Oznacza to, że pod względem moralnym Bóg jest odrębny i unikatowy od wszystkiego co jest nam znane. Nie jest on taki, jakbyśmy się tego spodziewali. Nigdy nie wymyślilibyśmy Boga z Biblii. Wymyśleni bogowie są jak ludzie, którzy ich wymyślili. Nie są odłączeni. Są powszechni. To dlatego, że tworzymy ich na swoje własne podobieństwo.

Bóg jest święty. Oznacza to, że jest on doskonały, czysty i nieskazitelny w sposób, którego nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Wszystko związane z Bogiem jest święte. „Twoje oczy są zbyt czyste, aby mogły patrzeć na zło, nie możesz spoglądać na bezprawie” (Hab. 1,13). „Niebiosa nie są czyste w jego oczach” (Job 15,15). „Któż by się nie bał ciebie, Panie [...] Bo Ty jedynie jesteś święty” (Ap. 15,4). Jego tron jest święty (Psalm 47,9). Jego imię jest święte (Psalm 30,5). Jego ramię jest święte (Psalm 98,1). Jak zauważył A. W. Tozer: „Ani ten autor ani czytelnik tych słów nie jest w stanie docenić świętości Boga. Nie znamy nic co jest jak boska świętość. Jest oddzielona, unikatowa, nie można się do niej zbliżyć, nie można jej pojąć, nie można jej osiągnąć. Naturalny człowiek jest zaślepiony na nią”.

Świętość Boga jest jego fundamentalnym atrybutem. Jest to najważniejsza rzecz jaką musimy poznać o nim. To od tego zaczynamy z Bogiem. Jego świętość definiuje wszystkie jego pozostałe atrybuty. Boimy się jego gniewu, ponieważ jest on święty; podziwiamy jego miłość dokładnie dlatego, że jest ona święta. Stworzenia przebywające najbliżej niego wołają w dzień i w nocy: „Święty, święty, święty Pan Bóg zastępów” (Iz. 6,3). Wszystko związane z Bogiem jest święte. Biblia nazywa go „Świętym” pięćdziesiąt osiem razy. Jego Duch jest Świętym Duchem. Dlatego Biblia nakazuje nam by „wielbić Pana w pięknie świętości” (Psalm 29,2 KJV).

Poprzez całą historię odkupienia Bóg oddzielał się od grzechu i grzeszników. Kiedy Adam i Ewa zgrzeszyli, Bóg „wygnał człowieka, a na wschód od ogrodu Eden umieścił cheruby i płomienisty miecz wirujący, aby strzegły drogi do drzewa życia” (Rodz. 3,24).

Kiedy nikczemność Żydów osiągnęła swój szczyt, Bóg wygnał ich z Jerozolimy, miejsca, w którym mieszkała Jego obecność, i zesłał ich do Babilonu. Oddzielił się od nich. Bóg nie manifestował już swojej obecności i odszedł od świątyni (Ezech. 10).

Ostatecznie Bóg oddzieli się nawet od swojego stworzenia. Świat nie jest taki, jakie było jego pierwotne przeznaczenie. Grzech zepsuł go. Job przypomina nam, że „nawet księżyc nie świeci dość jasno i [...] nawet gwiazdy nie są czyste w jego oczach” (Job 25,5). Oto dlaczego podczas sądu Bóg oddzieli się od upadłego stworzenia, żeby stworzyć nowy wszechświat, który nie będzie skażony przez grzech: „I widziałem wielki, biały tron i tego, który na nim siedzi, przed którego obliczem pierzchła ziemia i niebo, i miejsca dla nich nie było” (Ap. 20,11).

Ostatecznie Bóg oddzieli się na wieczność od każdego, kto nie pojednał się z nim przez wiarę w Jego Syna: „Wtedy powie i tym po lewicy: Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny, zgotowany diabłu i jego aniołom” (Mat. 25,41).

Wszystko co Biblia mówi o świętości (oddzieleniu) Boga Ojca podsumowane i podkreślone jest przez krzyż. Krzyż jest zwieńczeniem Bożej świętości.

Świętość ujawniona

Krzyż był najbardziej graficzną demonstracją świętości Ojca w historii ludzkości. Aby to zrozumieć, musimy rozważyć miłość Ojca do swojego Syna.

Miłość Ojca do swojego syna jest intensywna: „Ten jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem” (Mat. 3,17). Nie jest to powszechna miłość. Jest święta. Kocha on swojego Syna z wszechmocą, co oznacza całą moc, nieskończoną intensywność. Kocha on również swojego Syna z wszechwiedzą – z całą wiedzą. Jego wzrok widzi całą nieskończoną doskonałość bóstwa swojego Syna. Ponieważ jego chwała jest nieskończona, tylko nieskończony intelekt może prawdziwie poznać i kochać go. Zna on Syna całkowicie, a to co wie i widzi, jest nieskończoną doskonałością bóstwa Syna.

Ale oto zdumiewająca prawda: Świętość Ojca jest tak wielka, że kiedy jego Syn poniósł nasze grzechy i winy, Bóg oddzielił się od niego. Jezus zawołał z krzyża: „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił?” (Mat. 27,46). Co możemy powiedzieć w obliczu takiej świętości? Jak zauważa A. W. Tozer:

Nie możemy zrozumieć prawdziwego znaczenia krzyża przez pomyślenie o czymś bardzo czystym a następnie podniesienie tego konceptu do najwyższego stopnia jaki możemy sobie wyobrazić. Boża świętość nie jest po prostu czymś najlepszym co znamy, tyle że nieskończenie ulepszonym. Nie znamy nic co jest jak boska świętość […] Możemy bać się mocy Bożej i podziwiać jego mądrość, ale nigdy się nam nie uda wyobrazić sobie jego świętości. Tylko Duch Święty może udzielić duchowi ludzkiemu poznania świętego.

Krzyż przekonuje nas o tej prawdzie. Bóg jest święty. On zawsze oddziela się od grzechu i grzeszników. Zrozumienie tego jest kluczowe do wychowywania. Efektywni rodzice będą patrzeć na grzech poprzez oczy Boga. Oni coraz bardziej i bardziej odczuwają grzech tak jak Bóg. Te kwestie są dla nich oczywiste. Skoro Bóg nienawidzi grzechu tak bardzo, że oddzielił się nawet od swojego jedynego Syna kiedy poniósł nasz grzech, to o ileż bardziej oddzieli się on od naszych dzieci, jeśli nie są z nim pojednane poprzez cud nowego narodzenia?

Ale przeciwieństwo również jest prawdą. Skoro Bóg tak ukochał nas i nasze dzieci, że z własnej woli opuścił swojego jednorodzonego Syna, aby mógł nas przyjąć, to mamy wielką ufność. Jeśli właściwie wykonujemy naszą pracę jako rodzice, Bóg będzie wierny dla nas i dla naszych dzieci. Mamy wielkie zobowiązanie. Jakże wielkie będzie zdanie sprawy przed Bogiem, który tak intensywnie kocha nasze dzieci. Jak mu odpowiemy, jeśli zaniedbamy nasz obowiązek?

Święte drogi ujawnione

Świętość oznacza również, że Boże drogi są inne niż nasze. „Jak niebiosa są wyższe niż ziemia, tak moje drogi są wyższe niż drogi wasze i myśli moje niż myśli wasze” (Iz. 55,9). Krzyż sprawia, że ta odmienność (świętość) Bożych dróg staje się wyraźna.

„Jaka była ostateczna przyczyna, która sprawiła, że Chrystus przyszedł na ziemię i umarł za nasze grzechy?” – pyta Wayne Gruden. Autor ten odpowiada na to pytanie w ten sposób: „Miłość i sprawiedliwość Boga”. Zrozumiałe jest, że miłość, ale sprawiedliwość? Powszechnym sposobem na podchodzenie do tego jak ktoś nam zawinił, to mówienie „było, minęło”, przebaczanie i zapominanie. Ale Bóg jest święty. Jego drogi nie są naszymi drogami. Jest on sprawiedliwy a jego sprawiedliwość jest święta. Nie jest to sprawiedliwość, jaka występuje w świecie. Nie może zostać zawieszona, zignorowana ani nie można pójść z nią na kompromis. Innymi słowy, Bóg zgrzeszyłby, gdyby poszedł na kompromis ze swoją sprawiedliwością.

Ponieważ Bóg jest święty, on nie może przebaczyć bez ukarania grzechu. Krzyż dał Bogu sposób by mógł zarówno przebaczyć jak i zaspokoić boską sprawiedliwość. Kiedy Bóg przebacza winnemu grzesznikowi, robi to tylko dlatego, że jego sprawiedliwość już została zaspokojona. Bóg ukarał grzech w swoim Synu na krzyżu.

Oto jak to się stało. Bóg wziął grzechy wszystkich wierzących (zarówno tych żyjących w Starym jak i w Nowym Testamencie) i przeniósł je na swojego Syna. Następnie ukarał on te grzechy udrękami na jakie zasługują. W ten sposób Bóg może przebaczyć winowajcy bez pójścia na kompromis ze swoją świętą sprawiedliwością. Krzyż pozwala Bogu by był jednocześnie „sprawiedliwym i usprawiedliwiającym tego, który wierzy w Jezusa” (Rzym. 3,23).

Krzyż przypomina nam, że Bóg jest święty. Jego drogi nie są naszymi drogami. Jego myśli nie są naszymi myślami (Iz. 55,8). W ten sam sposób „drogi” efektywnych chrześcijańskich rodziców są święte. Są one odmienne od świata wokół nich. Powrócimy do tego tematu później.

Święty gniew

Bóg nie jest kimś, kogo wymyśliliśmy albo stworzyliśmy. On naprawdę istnieje. Na kartach Pisma Świętego powiedział nam jaki on jest. Dlatego zwróćmy teraz szczególną uwagę. Powiedziałem to, ponieważ nasz następny temat, Boży gniew, jest trudny. Jest to temat, co do którego będziesz kuszony by go zignorować lub stłumić. To co mówi nam ewangelia na ten temat nie jest przyjemne. Jak zobaczyliśmy, Boża świętość sprawia, że nienawidzi on zła i z pasją kocha to co jest dobre, cnotliwe i prawdziwe. Jest to problem dla współczesnego umysłu. Nienawiść stała się słowem o dziewięciu literach. Media potępiają „nienawistną mowę”. W rzeczywistości każdy kto ma silne przekonania winny jest „nienawiści”.

Ale Biblia stale opisuje nienawiść Boga, a w jego przypadku zawsze jest ona cnotliwa. On nigdy za nią nie przeprasza. Nie czuje się winny z tego powodu. „Nienawidzisz wszystkich czyniących nieprawość” (Psalm 5,6). „Tron twój, o Boże, trwa na wieki wieków; Berłem sprawiedliwym jest berło królestwa twego. Miłujesz sprawiedliwość, a nienawidzisz bezprawia; Dlatego pomazał cię Bóg… twój Bóg Olejkiem wesela” (Psalm 45,7-8). „Ja jednak umiłowałem Jakuba, Ezawa zaś znienawidziłem” (Mal. 1,2-3).

Gniew jest czymś w rodzaju „nienawiści” zła. Jest to święty gniew. Kiedy nieskończone dobro zderza się ze złem, wynikiem jest gniew. Jerry Bridges napisał: „Boży gniew powstaje z jego intensywnej, wymierzonej nienawiści do zła. Jest to namacalne wyrażenie jego niezmiennej determinacji by je ukarać. Możemy powiedzieć, że Boży gniew jest jego sprawiedliwością w akcji, wymierzającą każdemu swoją należność, co z powodu naszego grzechu zawsze jest wyrokiem.

Większość z nas nie ma ochoty by myśleć o gniewie Bożym. Wszyscy jesteśmy pewni, że „Bóg jest miłością” (Jana 4,16). Ale gniew? Jak mogę wielbić Boga, który się złości? Czy złość nie jest grzechem?

Ale Biblia częściej mówi o Bożym gniewie niż o jego miłości. Leon Morris zauważa: „W Starym Testamencie więcej niż dwadzieścia słów oznacza gniew Boży. Całkowita liczba odniesień do Bożego gniewu to więcej niż 580, a więc nie można powiedzieć, że jest to tylko okazjonalny temat. Gniew Boży w Biblii jest intensywnie osobisty. Myślę, że A. W. Pink miał rację kiedy powiedział: „Nasza chęć albo niechęć co do rozmyślania o Bożym gniewie jest dobrym testem na to jakie są nasze uczucia do Boga”.

Ludzki gniew zazwyczaj jest grzeszny. Ludzki gniew jest niekontrolowaną złością. Jest nieprawością. Ale Boży gniew nigdy nie jest niekontrolowany. Jest on wymierzony i zamierzony. A co najważniejsze, Bóg jest „nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność” (Wyj. 34,6).

Oznacza to, że Boża złość jest całkowicie kontrolowana. Jest podobna do złości Entów z powieści J. R. R. Tolkien’a: „Władca Pierścieni”. W tej historii Entowie są potężnymi chodzącymi drzewami, które rosną w Śródziemiu. Spały one przez całe pokolenia. Ale w końcu budzą się w Śródziemiu zdominowanym przez zło. Ich złość narasta, ale bardzo powoli. Nie robią nic w pośpiechu. Ale kiedy ich wzburzenie narosło, zbiorowy gniew powoduje zniszczenie pobliskiego miasta zła. Jest to dobry obraz tego jak działa Boży gniew. Boży gniew nigdy nie jest grzeszny. Jest to wyrażenie Bożej doskonałości moralnej. Jest to to ważny aspekt jego chwały.

Prawdziwe pytanie nie brzmi: „Jak Bóg może być kochający i pełen gniewu w tym samym czasie?” Powinniśmy raczej zapytać: „Jak Bóg może być dobry – nieskończenie dobry jak opisuje go Biblia – i nie czuć intensywnej złości do grzechu i zła?” Grzech niszczy wszystko czego dotyka. Niszczy on chwałę Bożą. Mąci szczęście ludzi. Psuje rodziny. Dzieli kościoły. Jest jak trutka na szczury. Pachnie i wygląda na dobre, ale w końcu zabija swoją ofiarę. Chociaż grzech często przynosi krótkotrwałą przyjemność, jeśli nie jest przebaczony, skutkuje niekończącym się bólem.

Bóg jest święty. Jak mógłby być nieskończenie dobry i apatyczny względem zła w tym samym czasie? Nieskończone dobro musi agresywnie nienawidzić wszystkiego, co niszczy szczęście. Jest to najlepszy sposób na poznanie doskonałości Bożego gniewu. Bóg złości się na źródło wszelkiego cierpienia i bólu – na grzech – i jesteśmy wdzięczni, że to robi.

Gniew na krzyżu

Wszystko to oznacza, że gniew Ojca jest cnotą. Kiedy Chrystus poniósł nasz grzech na krzyż, Ojciec ukarał go w naszym miejscu. Złość, na którą my zasłużyliśmy, przelał on na swojego Syna. Krzyż był narzędziem, które pozwoliło Bogu wyrazić swój gniew i Bóg chciał go wyrazić. Dr. Martyn Lloyd-Jones zauważa: „Bóg jest wieczną antytezą grzechu. Bóg brzydzi się grzechem całą intensywnością swojej boskiej, doskonałej i świętej natury. Bóg nie tylko nienawidzi grzechu, on nie może go tolerować. Bóg nie może pójść na kompromis z grzechem”.

Kiedy Bóg przelał swój gniew na swojego Syna, objawiło się to na kilka sposobów. Po pierwsze, Żydzi odrzucili Jezusa. Chcieli uwolnienia Barabasza, zwykłego przestępcy, a odrzucili doskonałość krzycząc: „Ukrzyżuj go!” (Łk 23,21). Objawiło się to jako ból. Rzymscy żołnierze wcisnęli koronę cierniową na głowę Chrystusa. Okrutnie go biczowali. Boży gniew objawił się jako ośmieszanie. Kpili z niego, szydzili z niego, robili z niego żarty. Gniew objawił się jako upokorzenie. Rzymscy żołnierze rozebrali go do naga i takiego przybili go do krzyża. Następnie powrócili by zimno patrzeć jak powoli umiera w torturach.

A oto zdumiewająca prawda: To Bóg Ojciec to wszystko uczynił. Bóg Ojciec oddziaływał poprzez Żydów i rzymskich żołnierzy, aby uczynić pewnym, że święty gniew Boży zostanie w pełni wyrażony. „Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem” (Iz. 53,10 BT).

Jonathan Edwards napisał: „Nigdy Bóg tak bardzo nie zamanifestował swojej nienawiści do grzechu jak podczas śmierci i cierpień jego jednorodzonego Syna. Ukazał on przez to, że nie może pominąć grzechu oraz, że nie jest możliwe by zawarł z nim pokój”.

Kalwaria maluje niespotykany obraz. Poprzez megafon cierpień swojego Syna, Bóg wykrzykuje przesłanie: Nienawidzę grzechu w każdej postaci. Zasługuje on na moją intensywną złość. Moja złość musi zostać przelana na grzech zanim mogę przebaczyć. Mój święty gniew musi znaleźć swoje ujście”.

Krzyż prowadzi nas do tego wniosku: Są tylko dwa rodzaje ludzi. Są ci, którzy położyli swoją wiarę w Jezusa i pozwolili mu ponieść Boży gniew w ich miejscu. Są też ci, którzy chcą zapracować na swoje zbawienie na swoich własnych warunkach. Poniosą oni Boży gniew w piekle na wieczność.

Te prawdy są bardzo otrzeźwiające dla rodziców. Uczulają na grzech. Motywują nas by brać na poważnie grzechy naszych dzieci. Motywują nas by na poważnie zająć się wychowaniem. Sukces lub niepowiedzenie w tek kwestii ma ogromne znaczenie.

Wniosek

Treść tego rozdziału powinna mieć wpływ na postrzeganie rodziców.

Po pierwsze, rozdział 3 sugerował, że bojaźń Boża jest kluczem do efektywnego wychowania. To co krzyż uczy nas o Bożej powoduje bojaźń Bożą u chrześcijańskich rodziców. Jak zobaczyliśmy, największa manifestacja Bożej świętości nie jest w Starym Testamencie. Jest ona w Nowym Testamencie. Jest na krzyżu. To co wydarzyło się na krzyżu, jeśli właściwie rozumiane, jest powodem by bać się Boga.

Bojaźń Boża jest ważnym rezultatem wierzenia ewangelii. Apokalipsa 14,6 mówi: „I widziałem innego anioła, lecącego przez środek nieba, który miał ewangelię wieczną, aby ją zwiastować mieszkańcom ziemi i wszystkim narodom, i plemionom, i językom, i ludom”. Spodziewalibyśmy się, że anioł będzie ogłaszał śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Zamiast tego anioł ogłasza to oto przesłanie: „Bójcie się Boga i oddajcie mu chwałę” (Ap. 14,7). Mówi on tak, ponieważ zarówno bojaźń Boża jak i oddawanie chwały Bogu są wynikiem wierzenia ewangelii.

Po drugie, krzyż motywuje chrześcijańskich rodziców by dążyli do swojej własnej świętości. Krzyż oddziela nas. Podobnie jak drogi Boga, nasze drogi stają się inne od tych, którymi kroczą niechrześcijanie. My postępujemy inaczej. Świeckie media i szkoły publiczne nie są już dla nas programem na wychowanie, ale Biblia.

Poznanie Bożej świętości sprawia, że coraz bardziej i bardziej czujemy wieczne konsekwencje grzechu. Jak zobaczymy to w następnym rozdziale, Boża cnotliwa miłość, wyrażona zwłaszcza w jego pokorze i służeniu, nie jest możliwa do zrozumienia, jeśli dokładnie nie zaznajomimy się z świętością Boga. Wszystko to dogłębnie wpływa na nasze podejście do wychowania.

Krzyż motywuje rodziców by nienawidzili grzechu, najpierw w nich samych, a potem w ich dzieciach. Do rodziców, którzy są obojętni i pasywni względem swojego grzechu, a co a tym idzie względem grzechu ich dzieci, krzyż mówi: „Bóg bierze to bardzo poważnie. Potrzebujesz na poważnie wziąć się za zmiany”. Krzyż mówi: „Bóg nie jest taki jak ty. On nienawidzi grzechu całą swoją osobą. Widzi on jego niszczycielską naturę. Grzech złości go. Nie jest wobec niego pasywny. Jeśli nie sprzeciwiasz się grzechowi, zniszczy on ciebie i twoje dzieci. Bóg nigdy nie może zawrzeć pokoju z grzechem. Zostanie on ukarany albo na krzyżu albo w tobie albo w twoim dziecku świadomymi i wiecznymi udrękami.”

Po trzecie, krzyż daje nam wieczną perspektywę. W drugim rozdziale sugerowałem, że chrześcijańscy rodzice powinni wychowywać swoje dzieci z wizją wieczności. Rzeczywistość krzyża uczula nas na to kim jest ten, przed którym wraz ze swoimi dziećmi pewnego dnia staniemy na sądzie. Jest on święty. Dlatego nikt nie może ujrzeć go i żyć. Mieszka on w świetle, do którego nie można podejść (1 Tym. 6,16). Naszym zadaniem jest przygotować nasze dzieci by widziały go twarzą w twarz, w szatach prawości Chrystusa, i cieszyć się wieczną radością.

Po czwarte, świętość Boga zademonstrowana na krzyżu sprawia, że rodzice stają się stanowczy. Krzyż przekształca mgliste, niewyraźne myślenie i ostrzy je. Krzyż uczy rodziców by nigdy nie zrzucać wszystkiego na łaskę Bożą. Krzyż motywuje pasywnego rodzica do zdecydowanego działania.

Po piąte, świętość Boga zademonstrowana na krzyżu sprawia, że zarówno rodzice jak i dzieci dostrzegają, że są w potrzebie. Przekonuje nas, że nie można zapracować na zbawienie. Motywuje nas do radosnego kroczenia ku zbawieniu znajdującym się wyłącznie w Chrystusie.

W swojej książce „How People Change”, Lane i Tripp napisali głębokie spostrzeżenie: „Jednym z powodów dla którego nastolatkowie nie są zafascynowane ewangelią jest to, że uważają iż jej nie potrzebują. Wielu rodziców wychowało małych Faryzeuszy sprawiedliwych we własnych oczach. Kiedy patrzą na siebie, nie widzą w sobie grzeszników w desperackiej potrzebie, a zatem nie są wdzięczni za Zbawiciela”. Dzieci wychowane przez rodziców zabiegających o bycie zanurzonymi w Chrystusie, nie są skłonne do popadania w ten problem.

Tych pięć korzyści może zostać podsumowanych przez jedną frazę – bojaźń Boża. „Lecz Ja patrzę na tego, który jest pokorny i przygnębiony na duchu i który z drżeniem odnosi się do mojego słowa” (Iz. 66,2). Bojaźń Boża wprowadza nas do trzech cnót. Uniża nas. Wywołuje nasze skruszenie i drżenie nad Słowem Bożym. Bóg patrzy na rodziców posiadających te cnoty i błogosławi ich wysiłki.

Rozdział 3 omawiał niektóre z obfitych obietnic dla tych, którzy boją się Boga. Krzyż przekonuje nas, że Bóg jest święty. Bojaźń Boża jest produktem ubocznym życia u stóp krzyża. Błogosławione są dzieci, których rodzice posiadają tę bojaźń.

Teraz możemy już zanurzyć się w głębiny Bożej nieskończonej łaski. To co czyni Bożą łaskę tak piękną jest to, że jest to święta łaska. Jeżeli łaska Boga nie jest pewnie zakorzeniona w bojaźni Bożej, przyniesie ona niewiele owoców w wychowywaniu naszych dzieci. Cudowna Boża łaska jest tematem następnego rozdziału.

Łaskawy Ojciec

POPRZEDNI ROZDZIAŁ omawiał Bożą transcendencję. On jest inny od nas. Bóg jest święty. On nienawidzi zła. Ale Bóg nie tylko jest transcendentny. Jest on również immanentny. Jest on bliski swoim dzieciom. Kocha ich. Chce mieć z nimi relację. Dawid napisał: „Miłosierny jest Pan i łaskawy, nieskory do gniewu i bogaty w niezawodną miłość” (Psalm 103,8 KJV).

Bóg adoptuje nas to swojej rodziny z łaski przez wiarę. Nie dzieje się to dzięki naszym uczynkom. Boża rodzina, Boże ojcostwo – to wszystko jest z łaski. A łaska ta jest tak cudowna dlatego, że jest to święta łaska.

Łaska jest sercem i duszą chrześcijaństwa. To właśnie odróżnia chrześcijaństwo od każdej innej religii. Nie można zapracować na zbawienie. To jest dar. Wszystkie inne religie polegają na zapracowywaniu na zbawienie. Hindus musi przejść przez liczne reinkarnacje. Żydzi i muzułmanie są posłuszni prawu. Złe duchy zniewalają animistów, którzy stale muszą pracować by ich zadowolić. Ale prawdziwe zbawienie jest łaskawym darem nieskończenie świętego Boga. Dlatego ci, którzy rozumieją i cieszą się łaską, trafili w samo serce i duszę chrześcijaństwa. Łaska jest podstawą bycia w Bożej rodzinie. To powietrze, którym oddychają jej członkowie. Jest to kluczowe dla wychowywania.

Ci którzy widzą ile ich adopcja kosztowała Boga, w świetle tego na co zasługują, stają się oszołomieni i zdumieni Bożą łaską. Jest to święta łaska. Nie jest zwyczajna.

Dla większości Amerykanów łaska jest synonimem życzliwości, wdzięku albo dobrych manier. Jak kiedyś myślałem o łasce, przychodziła mi na myśl południowa piękność, bez zarzutów i z obyciem towarzyskim. Ona nikogo nie obrażała. Była miła i łagodna.

Łaska jest niezasłużoną życzliwością i jest całkowicie święta. Wielu używa akronimu ŁASKA definiując go jako: Bogactwa Boże Kosztem Chrystusa. Chociaż wszystko w tej definicji jest prawdziwe, to nie oddaje ona serca i duszy łaski. Dlaczego? Bo nie mówi nic o tym na co zasługujemy. Doceniamy wartość łaski do tego stopnia, do jakiego rozumiemy na co zasługujemy. Dlatego, aby ten akronim mógł działać, musimy zrozumieć ohydę naszego grzechu. Gdyby definicja ŁASKI – Bogactwa Boże Kosztem Chrystusa – zostałaby rozwinięta do kobiet i mężczyzn, którzy ze swojej natury zasługują na gniew, mielibyśmy pełną definicję łaski.

Gniew wprowadza nas do łaski. Świętość Boga, omówiona w poprzednim rozdziale, musiała poprzedzić ten rozdział. John Frame mówi o tym w ten sposób: Łaska jest Bożą „suwerenną, niezasłużoną życzliwością daną ludziom, którzy zasługują na jego gniew”. William Hendriksen dodaje w swoim New Testament Commentary: „Boża łaska jest jego aktywną życzliwością ofiarującą największy dar na tych, którzy zasługiwali na największą karę”. Martyn Lloyd Jones konkluduje: „Łaska jest przychylnością okazaną ludziom, którzy nie zasługują na żadną przychylność. Nie zasłużyliśmy na nic oprócz piekła. Jeśli myślisz, że zasługujesz na niebo, to uwierz mi – nie jesteś chrześcijaninem”.

Nawet znani liderzy chrześcijańscy mają pomieszane pojęcie łaski. Moja przyjaciółka poszła na chrześcijańską konferencję dla kobiet. Było tam tysiąc ludzi. Chociaż tematem była łaska, nikt jej nie zdefiniował. Dlatego moderator poprosił tych liderów konferencji, by podali definicję łaski. Zapanowała długa chwila ciszy. „Łaska jest upoważnieniem” – odpowiedział przewodniczący mówca.

Łaska zawiera w sobie upoważnienie (przez Ducha Świętego) ale to nie jest sedno łaski. Jest nim coś o wiele głębszego. Ponieważ jest to temat będący przedmiotem wielkiego zamieszania, reszta tego rozdziału będzie próbą wyjaśnienia tej kwestii.

Bóg jest łaskawy

Aby widzieć świętość Boga Bożymi oczami, musimy rozpakować słowo niezasłużona. Możemy powiedzieć to w ten sposób: Łaska jest nagrodą albo przysługą daną tym, którzy zasługują na sąd. Jeśli jakiś sędzia orzekłby, że jakiś człowiek winny jest licznych gwałtów, a następnie zszedłby ze swojej ławy i zgodziłby się na poniesienie kary śmierci w miejscu kryminalisty, a gwałciciel zostałby wysłany na darmowe wczasy na Hawaje, to byłoby łaską. Wielkość przestępstw kryminalisty określałaby łaskę sędziego. W ten sam sposób wiedza na temat tego na co zasługujemy oraz ile kosztowało Boga by był łaskawy, jest wyznacznikiem jego ojcowskiej łaski. Kiedy wszystko jest wypowiedziane i wykonane, krzyż jest taśmą, która mierzy długość i szerokość Bożej łaski. Tak samo jak Boży gniew, jego łaska jest święta. Wychodzi ona poza wszelkie ludzkie koncepcje.

Krzyż ogłasza na co zasługujemy. Była to zamiana. Ojciec – sędzia przeciwko któremu zawiniono – zesłał swojego niewinnego Syna, aby wziął na siebie naszą karę. Był naszym zastępcą w karze. Uczynił to, aby dać nam nagrodę, na którą zasługuje Chrystus. „On tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił, abyśmy w nim stali się sprawiedliwością Bożą” (2 Kor. 5,21).

Pomyśl o tym. Oznacza to, że grzesznicy, którzy zasługują na ukrzyżowanie, zamiast tego otrzymują nagrodę, na którą zasługuje doskonałość. Otrzymujemy to Bożym kosztem, i nie ma absolutnie nic, co możemy zrobić, aby zapracować sobie na tę zamianę. Nie możemy się za nią odpłacić. To powinno nas oszołomić! To powinno nas zdumiewać! A co najważniejsze, powinno to głęboko i dogłębnie uniżyć nas.

Jako pastor odkryłem, że wielu chrześcijan nie ma jasnego zrozumienia łaski. Nigdy nie zakładam, że ktokolwiek rozumie ewangelię łaski Bożej, niezależnie jak długo chodzi do kościoła. A więc zatrzymajmy się, aby zdefiniować łaskę i rozwikłać ją czyniąc pięć ważnych wniosków. Potrzebujesz je przyswoić, aby być efektywnym rodzicem.

Bóg ma wolność

Naszym pierwszym wnioskiem jest to, że Bóg ma wolność. Oznacza to, że ma on wolność by nie być łaskawy. Jedyną rzeczą, jaką Bóg jest dłużny, jest sprawiedliwość! On nie jest nam dłużny by dać nam łaskę. Jesteśmy grzesznikami. My nie zasługujemy na łaskę. Oznacza to, że jeśli Bóg nie byłby łaskawy, nikt nie mógłby powiedzieć: „To jest niesprawiedliwe”. Dlaczego? Bo sprawiedliwość zakłada zobowiązanie, ale Bóg nie jest zobligowany by był łaskawy.

Wiemy to, ponieważ Bóg odmówił łaski upadłym aniołom. On nie był zobowiązany by ich nią obdarzyć. Dał im to, na co zasługiwali: sprawiedliwość. „Bóg bowiem nie oszczędził aniołów, którzy zgrzeszyli, lecz strąciwszy do otchłani, umieścił ich w mrocznych lochach, aby byli zachowani na sąd” (2 Piotra 2,4). Bóg nie oszczędził aniołów. Mógł to zrobić, ale tego nie zrobił. On nie zaoferował im przebaczenia. Nie dał im szansy na pokutę i odkupienie. Nie okazał im łaski, i nie położyło to skazy na jego charakterze.

Jeśli jest to prawdą, nikt z nas również nie zasługuje na łaskę. Jedyną rzeczą, jaką Bóg jest nam dłużny, jest sprawiedliwość. Bóg mógł potraktować nas jak aniołów. Byli bezgrzeszni przed tym jak upadli. Z tego co nam wiadomo, popełnili tylko jeden grzech. Gdyby Bóg pozostawił nas w naszych grzechach byśmy zginęli, żadna z jego moralnych doskonałości nie zostałaby splamiona. J. I. Packer zauważa: „Łaska jest wolna, w tym sensie, że pochodzi i wychodzi od Tego, który miał wolność nie być łaskawym. Aby zacząć pojmować biblijne pojęcie łaski, konieczne jest zrozumienie tego, że to Bóg decyduje czy zbawi kogoś z jego grzechów oraz że Bóg nie musi tego zrobić w każdym przypadku”.

Podsumowując, Bóg nigdy nie jest zobowiązany do bycia łaskawym. Okazuje on łaskę, ponieważ kocha grzeszników. Kocha on również łaskę i rozkoszuje się obdarzając nią ludzi. Ma on wolność by dać ją jednemu i wstrzymać ją od innego.

Bóg nie ma potrzeb

Po drugie, Bóg nie ma potrzeb. Oznacza to, że kiedy jest on łaskawy, to nie dlatego, że ma w sobie jakąś potrzebę: „Ani też nie służy mu się rękami ludzkimi, jak gdyby czego potrzebował, gdyż sam daje wszystkim życie i tchnienie, i wszystko” (Dzieje 17,25).

Bóg nie ma potrzeb, ponieważ jest on całkowicie usatysfakcjonowany w swojej wewnątrz-trynitarnej społeczności. Jest on nieskończenie szczęśliwy. Jest on nieskończenie wypełniony pokojem. Jego Duch wypełniony jest „radością niewysłowioną i chwalebną” (1 Piotra 1,8). Ma on wszelką wiedzę i moc. Gdyby był nieszczęśliwy, natychmiast wiedziałby dlaczego i miałby moc by zaradzić temu na poczekaniu. Jest on całkowicie wystarczający w sobie samym.

Oznacza to, że Bóg nie stworzył nas z braku towarzystwa albo dlatego, że brakowało mu kogoś, kogo mógłby kochać albo dlatego, że był niezadowolony swoimi relacjami w wiekuistym zebraniu Bóstwa (Ojca, Syna i Ducha Świętego). John Piper zauważa: „Bóg nie jest ograniczony przez jakiś niedostatek lub brak szczęścia, że musi robić coś, czego nie chce. On jest kompletny i wypełniony zadowoleniem od wieczności. On nie potrzebuje uczyć się. Nikt nie może zaoferować mu czegoś, co nie pochodzi od niego”.

To stwarza problem dla nas, skończonych stworzeń. Nie możemy zrozumieć działania, zwłaszcza nieskończenie kosztownego działania, które nie jest spowodowane potrzebą. Robimy wszystko by zaspokajać potrzeby. Bierzemy ślub, bo potrzebujemy towarzystwa. Pracujemy, bo potrzebujemy pieniędzy. Mamy dzieci, bo potrzebujemy potomstwa. Nawet kochamy Boga i służymy mu, bo potrzebujemy wiecznego życia. Jesteśmy pustymi naczyniami, które potrzebują wypełnienia. Natomiast Boże naczynie stale wylewa się z nadmiaru obfitości.

Pozostaje pytanie: Skoro Bóg nie ma potrzeb, to dlaczego stworzył i odkupił ludzi? Odpowiedź jest prosta. Bóg stworzył nas, aby gloryfikować swoją dobroć. Stworzył on kontekst, aby wystawić i okazywać swoje moralne doskonałości. Istniejemy, ponieważ Boża dobroć stale przelewa się oraz dlatego, że on chce wystawiać ją i dzielić się nią.

Powiedzieliśmy tutaj o dwóch rzeczach. Nie tylko Bóg ma wolność by okazywać łaskę, ale kiedy jest on łaskawy, to nigdy dlatego, że potrzebuje on zaspokoić jakąś potrzebę. Oznacza to, że tylko nieskończona dobroć, nie jakaś forma samolubnej interesowności, motywuje go by zaadoptował nas do swojej rodziny.

Grzech jest nieskończenie obraźliwy

Nasz trzeci wniosek odnosi się do naszych przewinień. Bóg nie tylko ma wolność i nie ma potrzeb, ale my nie jesteśmy w stanie w pełni zrozumieć powagę naszych przewinień. Bóg jest łaskawy dla wrogów, nie dla przyjaciół (Rzym. 5,8). Gdybyśmy byli przyjaciółmi, „przychylność” zostałaby „zasłużona”, ale to nie byłaby łaska. Jak już powiedzieliśmy, im bardziej zrozumiemy naszą wrogość przeciwko Bogu oraz Bożą wrogość przeciwko nam, tym bardziej łaska staje się zdumiewająca.

Mówiliśmy o Bożej sprawiedliwości w poprzednim rozdziale. Musimy powrócić do tego tematu, aby zrozumieć nasze przewinienia. Bóg jest całkowicie sprawiedliwy. „Królem jest Potężny, co kocha sprawiedliwość” (Psalm 99,4). „Pan jest Bogiem prawa” (Iz. 30,18). On nigdy nie karze zbyt surowo. Każdy grzech dostaje dokładnie to, na co zasługuje, i nic więcej. Bóg nigdy nie odpuszcza sprawiedliwości. Zrobienie tego byłoby grzechem. Zamiast tego, on zawsze egzekwuje sprawiedliwość. Pamiętając o tym, przyjrzyjmy się teraz dwom prawdom, które uwydatniają potworność naszego grzechu – piekło i krzyż.

Po pierwsze, piekło udramatycznia nasze przewinienia. Pozwala nam widzieć grzech z Bożej perspektywy. Piekło mówi nam o tym, że grzech jest nieskończenie ohydny w Bożych oczach. Dlaczego? Oto odpowiedź: Piekło jest wieczną, świadomą męką. „Wtedy powie i tym po lewicy: Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny, zgotowany diabłu i jego aniołom” (Mat. 25,41). Chociaż nieodkupieni grzesznicy cierpią wiecznie, ich grzech jest tak poważny, że żadne cierpienia nigdy nie zdołają zapłacić za ich grzech. Niezależnie jak długo ktoś będzie w piekle, nigdy nie będzie cierpieć wystarczająco by zrównoważyć wagę sprawiedliwości i zapłacić za wstęp do nieba. A więc co męki piekła mówią nam o grzechu? Ponieważ Bóg jest nieskończenie sprawiedliwy, mówią nam, że grzech musi być nieskończenie obraźliwy dla Boga. Gdyby tak nie było, istnienie wiecznych, świadomych udręk (piekła) byłoby niesprawiedliwe a Bóg byłby niesprawiedliwym sędzią. „Grzech nieskończenie obraźliwy” jest mocnym stwierdzeniem. Jest to trudne do przełknięcia. Większość z was będzie chciała więcej dowodów. Mamy je w ewangelii, zwłaszcza w krzyżu.

Krzyż potwierdza wszystko, co powiedzieliśmy o nieskończonej obrazie grzechu. Mówi nam, że żadna skończona ofiara nie może zadośćuczynić za grzech (Heb. 10,4). Nic oprócz ofiary o nieskończonej wartości, czyli Boga we własnej osobie, nie może zadośćuczynić za nasze przewinienia. Oprócz tego, nic oprócz nieskończonego Istnienia nie jest w stanie cierpieć wystarczająco, by zadośćuczynić za niekończone przewinienia przeciwko nieskończenie świętemu Bogu.

To dlatego Jezus musiał być Bogiem. Ludzka ofiara nie mogła wykonać tego zadania. Gdyby był on tylko człowiekiem, ty i ja wciąż bylibyśmy umarli w naszych grzechach. Obiekt o skończonej wartości nie może zadośćuczynić za nieskończenie obraźliwe grzechy. Tylko ofiara o nieskończonej wartości może wyrównać wagę boskiej sprawiedliwości i zapewnić nasze przebaczenie. Bridges i Bevington zgadzają się: „Zadośćuczynienie może być dziełem tylko boskiej osoby o nieskończonej wartości i godności, ponieważ obraza naszych grzechów przeciwko świętemu Bogu jest nieskończenie zatrważająco ohydna.

Mówiąc o grzechu nie mam na myśli głównie cudzołóstwa, pijaństwa czy napadu na bank. Myślę o sekretnych, wewnętrznych, duchowych grzechach: pożądliwe spojrzenie; wyniosła, protekcjonalna myśl; niewiara; samolubstwo; krytyczna mowa czy plotkowanie. Pamiętaj, wszystko co Adam i Ewa zrobili, było tylko spróbowaniem zakazanego jabłka. Oni nie popełnili cudzołóstwa ani nie wciągali kokainy. Ale rezultatem tego co zrobili była śmierć, cierpienie, odosobnienie i odrzucenie miliardów ludzi. Czy możemy w pełni pojąć okropieństwo grzechu? Czy w ogóle możliwe jest by kiedykolwiek widzieć go z Bożej perspektywy?

Dlatego naszym wnioskiem jest to, że nawet nie możemy zacząć pojmować jak bardzo Bóg nienawidzi grzechu, jak oddziela nas od niego oraz jak słusznie przynosi na nas jego gniew.

Powiedziałem to wszystko, aby przekazać tę myśl: Bóg zsyła łaskę na swoich wrogów, a zsyła ją pomimo tego, że w odbiorcach tej łaski nie ma nic, co wzbudzałoby w nim bycie łaskawym, ani nie motywuje go żadna potrzeba. Boża łaska jest prawdziwie święta. Jest całkowicie zdumiewająca!

Jesteśmy bezradni

Naszym piątym wnioskiem jest to, że ty i ja jesteśmy bezradni. Jeśli to, co powiedziałem do tej pory, jest prawdziwe, fakt naszej bezradności powinien być jasny. A jednak większość ludzi nie wie o tym, że są bezradni. W rzeczywistości większość ludzi (nawet wielu nominalnych chrześcijan) myśli, że ludzie dostaną się do nieba za bycie dobrymi.

Niedawno byłem na pogrzebie, na którym mąż zmarłej zwrócił się do mnie ze łzami w oczach i powiedział: „Moja żona była nadzwyczajnie dobrą osobą. Jeśli ktokolwiek może dostać się do nieba, ona się tam dostanie”. Człowiek ten uważa się za chrześcijanina. Chodził do kościoła w każdą niedzielę przez osiemdziesiąt lat. Ale nie ma on najmniejszego pojęcia o swojej bezradności. Nie ma on zrozumienia swojego grzechu, Bożej świętości ani Bożej łaski.

Często szokuję swój zbór mówiąc: „Bardziej ludziom przeszkadza wejść do nieba cnotliwość niż wszystkie ich grzechy razem wzięte”. Po tym jak moi słuchacze dochodzą do siebie, wyjaśniam: „Chodzi mi o to, że ufność w naszą cnotliwość nie pozwala wejść do nieba większej liczbie ludzi niż wszystkie cudzołóstwa i pijaństwa razem wzięte”. Nie możemy być wystarczająco dobrzy. Nigdy nie spełnimy Bożych standardów. Aby podobać się Bogu, najpierw musimy wyznać, że jesteśmy bankrutami. „Nie ma ani jednego sprawiedliwego… wszyscy zboczyli, razem stali się nieużytecznymi, nie masz, kto by czynił dobrze, nie masz ani jednego” (Rzym. 3,10, 12 – cyt. Ps. 14,1,3). Nie możemy być wystarczająco dobrzy, ponieważ Bóg wymaga doskonałości. „Nikt nie jest doskonały” jest jednym z najbardziej znanych wyrażeń w angielskim języku. I to właśnie jest problem. My musimy być doskonali.

Wielu chrześcijan i niechrześcijan robi dobre uczynki. Wielu niechrześcijan dba o chorych i służy w kuchniach dla bezdomnych. Audrey Hepburn spędziła ostatnie lata swojego życia służąc dzieciom w krajach Trzeciego Świata. Paweł nie mówi, że ludzie nie robią dobrych uczynków. Mówi on, że jeżeli uczynki te nie są wykonywane z wiarą w Boga i na chwałę Boga, to nie liczą się dla Boga. Nie wystarczy robić dobre uczynki. Uczynek musi pochodzić ze świętych motywacji. To dlatego naszym wnioskiem jest to, że nikt nie może zapracować na niebo. Jest to całkowicie niemożliwe.

Jeśli jest to prawdą, próbowanie być trochę lepszym, jest stratą czasu. Jeśli jest to prawdą, wszyscy altruistyczni buddyści, muzułmanie oraz mormoni są w poważnych tarapatach. Jeśli jest to prawdą, postanowienia noworoczne to tylko dym zaciemniający prawdziwy stan rzeczy.

Boży Syn zszedł na ziemię i cierpiał nieskończony ból dokładnie dlatego, że jesteśmy bezradni. Chrześcijanie to ci, którzy wyznają: „Nasza sytuacja jest i była bezradna”. W rzeczywistości poleganie na naszej cnotliwości nie jest neutralną kwestią. Jest to poważny grzech. Powoduje to wściekłość Boga. Dlaczego? Próbowanie „bycia dobrym” to odrzucanie Jezusa, jego krzyża i jego odkupieńczego dzieła. Gdybyś wysłał swojego syna, by został torturowany na śmierć za przyjaciół, ponieważ ich sytuacja byłaby bezradna, a oni powiedzieliby: „Nie, dzięki. Sam sobie z tym poradzę”, to jak byś się czuł? Nie czułbyś się szczęśliwie.

Rozmawiając z pewnym chrześcijańskim przyjacielem, który wierzył, że musi robić dobre uczynki, aby Bóg go zaakceptował, powiedziałem do niego: „Ci, którzy szukają Bożej akceptacji poprzez swoje uczynki odrzucają krzyż Chrystusa, a wiem że nie chcesz tego robić”. Bardzo się na mnie zdenerwował. Był on przekonany, że Bóg był zadowolony z jego wysiłków by zasłużyć sobie na zbawienie. Denerwowała go sugestia, że jego próby zasłużenia na przychylność Boga były w rzeczywistości odrzuceniem krzyża. Ale posłuchaj tego mocnego języka. „Bo wszyscy, którzy polegają na uczynkach zakonu [to znaczy próbują być trochę lepsi], są pod przekleństwem; napisano bowiem: Przeklęty każdy, kto nie wytrwa w pełnieniu wszystkiego, co jest napisane w księdze zakonu” (Gal. 3,10 cytowane z Ppw 27,26). „Odłączyliście się od Chrystusa wy, którzy w zakonie szukacie usprawiedliwienia; wypadliście z łaski” (Gal. 5,4). Tak właśnie Paweł opisuje tych, którzy ufają we własną cnotliwość – są przeklęci i odłączeni od Chrystusa.

Podsumowując, jeśli wierzysz we wszystkie podstawowe chrześcijańskie prawdy, ale upierasz się w próbowaniu zasłużenia sobie na bycie w porządku przed Bogiem poprzez bycie dobrym, to nieświadomie odrzucasz Ewangelię. Prawdą jest to, że jesteśmy bezradni. Doceniamy moc Ewangelii poprzez wiarę w Bożą łaskę, nie przez nasze uczynki. „Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił” (Ef. 2,8-9).

Powiedziałem o czterech rzeczach: Bóg ma wolność. Bóg nie ma potrzeb. Jesteśmy Bożymi wrogami. A oprócz tego jesteśmy bezradni by wyjść z naszych tarapatów poprzez ludzkie wysiłki.

Koszt łaski Bożej

Nasz piąty i ostatni wniosek brzmi tak: Moja zdolność zrozumienia łaski zawsze będzie uzależnione od zrozumienia tego ile kosztowało Ojca by był łaskawy. Kiedy następuje nawrócenie, Ojciec adoptuje nas do swojej rodziny. Czyni nas swoimi synami i córkami.

Adopcje na tym świecie są drogie. Usłyszałem o człowieku, który zapłacił 30 000 dolarów, aby zaadoptować dziecko z Chin. Ale jest to mała suma w porównaniu do tego co zapłacił Ojciec, aby zaadoptować ciebie i mnie. Koszt był nieskończony.

Wyobraźcie sobie taki scenariusz. Biedny ojciec bierze swojego dziesięcioletniego syna na swoje kolana i mówi: „Nadszedł czas by powiedzieć ci prawdę. Nie jesteś naszym rodzonym synem. Adoptowaliśmy cię kiedy miałeś sześć tygodni. Mój majątek był wart dziesięć milionów dolarów, ale tak bardzo chcieliśmy mieć cię w naszej rodzinie, że wydaliśmy fortunę, żeby cię zaadoptować. Od tamtego czasu jesteśmy biedni, ale nigdy tego nie żałowaliśmy. Twoja obecność w naszej rodzinie jest warta więcej niż wszystkie pieniądze świata”.

Jak według ciebie poczułoby się takie dziecko? Jego pierwsza reakcja zapewne byłaby rozczarowaniem: „To nie jest mój prawdziwy ojciec”. Ale druga reakcja byłaby radością, głęboką radością z tego, że był on prawdziwie kochany, ceniony i szanowany być może nawet bardziej niż większość rodzonych dzieci. Dlaczego czułby się w ten sposób? Wiedza o koszcie jaki poniósł ojciec za zaadoptowanie jest miarą jego miłości.

Oto w jaki sposób Boża łaska powinna na nas wpływać. Kosztem naszej adopcji nie było dziesięć milionów dolarów. Był to nieskończony koszt. Jak to już zauważyliśmy, wymagało to ofiary o nieskończonej wartości by zadośćuczynić za nieskończenie obraźliwe grzechy, które były nieskończenie ohydne dla nieskończenie świętego Boga.

Oto co wydarzyło się na krzyżu. Bóg dał nam to, co kochał nieskończenie, swój największy skarb, swojego Syna, aby umożliwić naszą adopcję. Pomyślcie o tym w kontekście naszych pierwszych czterech wniosków. Ojciec zapłacił cenę nie będąc niczym zobowiązany względem nas, bez jakiejkolwiek potrzeby w sobie, pomimo nieskończonej wrogości do nas, pomimo naszej całkowitej bezradności. Uczynił to, ponieważ nas kocha. Uczynił to, aby okazać swoją łaskę. Uczynił to, aby gloryfikować swoją łaskę.

Bożej łaski nie da się zaszufladkować. Nie jest ona jak światowa łaska. Jest motywowana miłością. Nic dziwnego, że Paweł modlił się byśmy „zdołali pojąć ze wszystkimi świętymi, jaka jest szerokość i długość, i wysokość, i głębokość, i mogli poznać miłość Chrystusową, która przewyższa wszelkie poznanie, abyście zostali wypełnieni całkowicie pełnią Bożą” (Ef. 3,18-19).

Podsumowując, łaska nie jest tylko „niezasłużoną życzliwością”. Potrzebujemy pójść dalej. Jest to nagroda dana dla tych, którzy zasługują na karę. Spędzimy resztę naszego życia na wzrastaniu w wiedzy o tej łasce (Ef. 1,6). Będzie to nasza największa radość i chwała.

Owoc łaski

Mówimy o tym, że bycie w Bożej rodzinie jest całkowicie z łaski. Ma to duże implikacje dla wychowania. Chrześcijanie nie pracują, aby zasłużyć na łaskę. Pracują, ponieważ otrzymali łaskę. Chrześcijanie nie zapracowują na Bożą przychylność. Oni służą, ponieważ Bóg już okazał im łaskę. Chrześcijanie nie pracują, aby zasłużyć sobie na zbawienie. Oni z radością służą Bogu, ponieważ on już dał im zbawienie.

Jak zauważyliśmy powyżej, łaska jest jedną z wielkich przepaści dzielących chrześcijaństwo i wszystkie inne religie. Podstawowym stanem ludzkiego serca jest „bycie wystarczająco dobrym, aby Bóg mógł cię zaakceptować”. Iain Murray zauważa, że „religia naturalnego człowieka zawsze jest religią swojej własnej prawości”.

Chrześcijaństwo odwraca to wszystko. Mówi ono: „Bóg akceptuje cię pomimo tego, że rozzłościłeś go niekończenie wielką obrazą. Bóg akceptuje cię pomimo tego, że musisz być doskonały, ale nie możesz nim być. Bóg zesłał swojego Syna, aby uczynił to, czego ty nie możesz uczynić. Żył on doskonałym życiem w twoim miejscu. On poniósł sprawiedliwy gniew Boga za nasz nieskończenie ohydne grzechy. Uczynił to pomimo tego, że postąpiłby całkowicie sprawiedliwie gdyby pozostawił cię w twoich grzechach. Uczynił to pomimo tego, że niczego on nie potrzebuje. Jego jedyną motywacją była czysta, oszałamiająca, niepojęta miłość.

Całe chrześcijańskie posłuszeństwo i służba (łącznie z wychowywaniem) jest odpowiedzią na tą zdumiewającą łaskę. Jest to odpowiedź na to, co Paweł nazywa „Ewangelią łaski Boga” (Dzieje 20,24). Ale niestety są też inne motywacje. Wielu rodziców motywuje pycha. Chcemy wyglądać na dobrych przed innymi. Czasami, głęboko w sercu, my rodzice staramy się pokazać jako równi Bogu. Nie ma żadnych darmowych darów – wszystko musi być zasłużone. Innym razem wychowanie dzieci jest motywowane przez poczucie winy. „Jeśli zrobię to i to, on mi przebaczy”. Innych motywuje niepewność. „W porównaniu z X jestem niezdarą. Gdybym był jak Y, wtedy Bóg z pewnością kochałby mnie”. W końcu, motywacją często jest strach. „Z pewnością Bóg mnie ukarze, jeśli nie będę działał, jeśli nie sprostam swoim obowiązkom”.

W przeciwieństwie do tego, ci którzy widzą i czują Bożą łaskę, odpowiadają z radością i wdzięcznością. Oni dążą do tego by być jak Bóg w świętości i pobożności, nie by zasłużyć na jego przychylność, ale dlatego że jego łaska pochwyciła ich serca. Widzą oni moralne piękno Boga i chcą być jak on. Widzą co Bóg dla nich uczynił. Oddają swoje życie w radosnej wdzięczności. Łaska motywuje nas do kochania Boga. Łaska czyni nas coraz bardziej pokornymi. Łaska motywuje nas do bycia posłusznymi Bogu. Łaska motywuje nas do kochania naszych braci i sióstr. Ona sama produkuje dobre uczynki, które podobają się Bogu. Łaska również motywuje efektywne wychowywanie.

 

Gospel Powered Parenting, William Farley (fragment)

Tłumaczenie: Michał Stefanoff